11 maja 2014

Coś się kończy, coś zaczyna.




Audrey Miller
|| Klasa: VII || Dom: Slytherin || Różdżka: Drzewko różane, włos jednorożca, 11 i 1/4 cala || Bogin: Szyszymora || Patronus: Niedźwiedź || Status krwi: Czysta || Wróżbiarstwo, Zaklęcia i uroki, Zielarstwo, OPCM, ONMS || Dumna właścicielka Hekate || Animag || Ślizgonka z krwi i kości || Nadrabia stracony czas || Czasem miła || To że jestem blondynką, nie znaczy, że jestem głupia || Trochę zagubiona || 




Życie lubi płatać nam figle i bawić się z nami w kotka i myszkę. Niektórzy już od początku mają ustalone to, czym będą się w przyszłości zajmować, czyim małżonkiem zostaną i jak mają spędzać wolny czas. Rodzice uwielbiają ingerować w życie swoich pociech, a gdy dzieciom jest wszystko jedno i poddają się rodzicielskim zabiegom to wszystko idzie jak po maśle. Co jeśli stanie się coś, co wywróci świat do góry nogami i cały misternie ułożony plan legnie w gruzach? W takich sytuacjach trzeba się szybko pozbierać i nie dać po sobie poznać, że coś takiego w ogóle się stało. Trzeba przybrać dobrą minę do złej gry i iść przed siebie.
Audrey nigdy nie była osobą, która dawała sobą manipulować jak marionetką. Zawsze miała własne zdanie przy którym trwała w zaparte i żadne argumenty do niej nie docierały. Ostatni rok sprawił, że ta na pozór słaba i niewyróżniająca się blondynka musiała stawić czoła największemu złu w swoim życiu oraz dokonać słusznego wyboru. Wszystko to sprawiło, że dziewczyna zagubiła się i nawet teraz, nie wie kim tak naprawdę jest i do czego dąży. Kiedyś miała swój cel i marzenie, które powodowało, że chciało jej się pracować i doskonalić, a teraz to wszystko zniknęło. Próbuje się odnaleźć i poukładać tą układankę, której części zostały porozrzucane na wszystkie możliwe strony, ale nie wie, gdzie dokładnie ma zacząć szukać pierwszych elementów.  



FC: Imogen Poots.
Witamy i zapraszamy.
Mistrzu Gry przyjdź. 
Pani nr. 2 - Melissa
Poprzednia karta



4 komentarze:

  1. [Yaaay, rozdziewiczam kartę! :D
    Ładna i przejrzysta, btw ;)]

    Ramirez zadawał sobie sprawę, że nie powinien katować Audrey bezlitosnym, pozbawionym skrupułów spojrzeniem, ale przez brzmienie postawione przez rodziców typowy, ludzki odruch był silniejszy od rozumu, a logiczne argumenty odcinały się od jego postawy, wybudzając w nim liczne odruchy samoobrony przed wyznawaniem, które zostało mu postawione, wszak Adurey Miller, jego młodsza siostra, którą zawsze otaczał należytym szacunkiem i niezobowiązującą do niczego opieką, nie mogła z dnia na dzień stać się jego oficjalną narzeczoną. Organizowany w ukrycie przez rodziców bal zaręczynowy napawał jego treści żołądkowe buntem, a jego samego nieskrywaną chęcią mordu.
    — Wybacz — zreflektował się chwilę później, wymuszając na sobie ochłonięcie w postaci głębokiego wdechu i wydechu. Spuścił wzrok na filiżankę herbaty, której zawartość przez niezdecydowanie Ramireza zrobiła się chłodna i westchnął bezgłośnie, starając się uporządkować myśli.
    Ufał Audrey i nawet w takich chwilach nie powinien pozwolić sobie na chwilę zwątpienia w jej czyste intencje, bo przecież to rzadkość w otoczenia zamożnej arystokracji spotkać osobę, na której można polegać w każdej sprawie, bez żadnych żałośliwych wyjątków. A panna Miller była niesamowitym zaprzeczeniem chłodnych, fikcyjnych uprzejmości, które otaczały Ramireza od dziecka, przenikając go na wylot swoją obłudą i kłamstwem.
    Na jego wargach pojawił się delikatny, zabarwiony przez sztuczność uśmiech, który w takim stanie nie potrafił przyjąć żadnej innej formy.
    — Nie pobierzemy się — zgodził się z nią, mieszając zawzięcie łyżeczką w naczyniu. Alastair nigdy nie był chłonny do przyswajania sobie jakichkolwiek uczuć, ale teraz zdenerwowanie wzięło górę nad zdrowym rozsądkiem. Zaaranżowanie małżeństwa w ich środowisku stało na porządku dziennym, ale od dawna, na Salazara!, upatrzył sobie jedyną kandydatkę, z którą byłby w stanie przeżyć resztę swojego jestestwa bez wyimaginowanego spektaklu, który odgrywał się na jego oczach w posiadłości Ramirezów, za każdym razem, gdy wracał czy to na święte (stosunkowo bardzo rzadko się na to decydował), czy to na przymusowe wakacje. Musiał przyznać, że mimo (a może nawet przede wszystkim!) łączących ich więzi, Audrey nigdy nie byłaby w stanie zastąpić Pandory, która stanowiła koło ratunkowe dla jego zakłamanego życia i separacje do wszelkich wyzwań, które rzucał pod jego nogi wymagających ojciec.
    — Przyszedłem cię prosić o pomoc, Audrey — powiedział po kilku sekundach nieprzyjemnego milczenia i dopiero po wypowiedzeniu tych słów wezbrała się w nim odpowiednia ilości odwagi, ażeby spojrzeć Miller prosto w oczy. — Musimy raz na zawsze wyperswadować im ten niedorzeczny pomysł z głowy.

    {Kajam się za błędy.]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Czy Audrey wciąż jest chętna na bycie narzeczoną Ignotusa, który wraca? :D]

    Eff

    OdpowiedzUsuń
  3. [Ignaś już wróciła :D To super, pozwolisz, że temat wątku będziemy kontynuować na gadu? 8806340; napisałabym sama, ale mam tam taki syf, że kompletnie nie wiem, czy mam Twój numer, czy może go nie mam, a w karcie nie widzę.]

    Eff

    OdpowiedzUsuń
  4. [(chyba oślepłam, bo nie widzę nigdzie postaci, która nazywa się Hayden, więc musisz mi wybaczyć, że spamuję Ci tu)
    Dzięki bardzo za zaproszenie, niestety zmuszona jestem odmówić (a nie lubię odchodzić bez pożegnania, zwłaszcza że dostałam od Ciebie tak miły komentarz). Na wątek oczywiście miałabym chęć, ale żenująca postawa Dyrekcji trochę wytrąciła mnie z równowagi - ja rozumiem, nie chcieć się wdawać w pyskówki z autorami, ale usuwać komentarze spod karty administracji? Serio?
    Dla mnie Syriusz i tak już pozostanie Stymestem, więc łączę się z Tobą w miłości do Asha i jego tatuaży oraz życzę miłego blogowania - pozdrawiam cieplutko i do zobaczenia, mam nadzieję, na jakimś innym blogu z nieco bardziej przyjazną atmosferą :)]

    OdpowiedzUsuń