1 czerwca 2014

Poznaj moje morderstwo

[podkład]

Brzdęk kluczy, otwarta kłódka i czyjeś kroki. Już nie patrzyłam na twarz przybyłego, nawet za bardzo mnie nie interesowała. Możliwe, że widziałam tego mężczyznę z bliska, ale nie pamiętam wyglądu. Zresztą, kto w tym stanie zważałby na takie szczegóły. Wiem tyle, że miał dość siły, by mnie podnieść i doprowadzić na górę. Wcześniej zamykał mnie gdzieś w lochach za żelazną kratą. Nie wiem, co to była za budynek. Coś na kształt lekko zrujnowanego zamku. Ten mężczyzna trzymał mnie mocno, prowadząc po schodach.
Śmieszne.
Któż by miał siłę po tylu torturach na ucieczkę?
Gdy już doszliśmy do tego wielkiego pomieszczenia - wysokiego, surowego - pchnął mną, a ja upadłam. Nie trudno było powalić mnie na ziemię. Nogi ledwo utrzymywały mój ciężar ciała. Upadek bolał. Tego dnia bardzo boleśnie, jakby miała zapamiętać go na całe życie.

Bo to był TEN DZIEŃ.
TEN DZIEŃ, w którym splamiłam swoją duszę na wieki.

Byłam na tyle wygłodzona, że przy kontakcie z podłogą chrobotnęły moje kości. Niemiły dźwięk. Syknęłam cicho zaciskając przy tym oczy i ręce w pięści. Nie zdążyłam się podnieść, bo na plecy przerzuciła mnie cudza siła. Czyjaś noga naparła na moje ramię i lekko pchnęła. Więcej mocy nie było trzeba. Leżałam już na plecach, a nad sobą ujrzałam Griet.
Tak. Moja własna siostra bliźniaczka stała nade mną z chorym uśmiechem na ustach. I to ona była powodem mojego stanu, i to ona była winna cierpieniu moich rodziców.
Naszych rodziców.
Dla mnie jednak przestała być siostrą. Kto tak traktuje własną rodzinę? Mniejsza ja. Kto tak traktuje matkę i ojca?
Chory umysł.
Usłyszałam wtedy pytanie. Zadawała je zawsze. To był dla niej zamiennik przywitania. "Stęskniłaś się za mną?" Nie odpowiedziałam. Nie miałam już siły. Te jej szczątki rezerwowałam na płacz w ciemnych lochach. Płacz z czystej bezsilności. Słyszałam wtedy krzyk mamy próbującej przetłumaczyć Griet, że źle postępuje, ale potem następował wrzask bólu. To oczywiste, że i ją torturowano. Mój ojciec miał więcej siły. Już później nie krzyczał. Przyzwyczaił się. Ja starałam się wyciszać, ale to trudne, bardzo trudne.
Kiedy Griet kolejny raz nie usłyszała odpowiedzi pokręciła głową. Stanęła na moich nadgarstkach mieszcząc je pomiędzy obcasami. Mimo tego, iż znajdowała się tam przestrzeń to nie była ona wystarczająca dla moich rąk, więc po prostu je przygniatała. Nabrałam trochę powietrza i zamknęłam oczy. Wiedziałam, co zaraz nastąpi, było to jedynie kwestią czasu.
"Co tam lepsza, boimy się?" Mówiła do mnie, jak do dziecka. Zawsze starała mi się pokazać, że jestem tą gorszą, że możliwość uczenia się w Hogwarcie to nie przywilej, a zgorszenie. Ale ja wiedziałam, że mi zazdrościła. Mojej wolności, której ona nie zaznała. Zawsze chowana, ukrywana teraz mściła się.
Na to pytanie podniosłam powieki i spojrzałam na jej twarz. Bawiła ją ta sytuacja. Lubiła być na wygranej pozycji. "Nigdy się ciebie nie bałam, Griet." Po tych słowach, które wypowiedziałam szeptem ogarnęła mnie ciemność. Czerń, która przejęła mój zmysł wzroku zaczęła sięgać dalej. Do moich reakcji, ruchów, umysłu, a w końcu serca.
Reakcja była natychmiastowa. Zacisnęłam zęby powstrzymując krzyk. Nie chciałam martwić mamy.
Ruchy były natychmiastowe. Nie mogłam się jednak skulić. Tylko moje nogi były wolne. Człowiek w tym stanie wije się na wszystkie strony, żeby sobie ulżyć, ale tak się nie da. Nie ma na to lekarstwa, jakieś morfiny na ból.
Ciemność dotarła do umysłu natychmiastowo. Stamtąd w prędkości światła rozeszła się jedna informacja.
Ból.
Nie wiadomo, co dokładnie go powoduje, ale wydaje się, jakby cudzy głos szeptał ci, że to wszystko potwornie kaleczy, że twój umysł to źródło zła. Każdy ruch, każda myśl, każde wspomnienie.

Jesteś sama w sobie cierpieniem, które właśnie czujesz.
Cierpisz sama przez siebie.
Jesteś definicją bólu, złem, które wreszcie cię dopadło.
Zgiń.
Zabij się.
Umrzyj.
Niech ktoś cię zabije.
Niech to cierpienie się skończy.

"ZABIJCIE MNIE."

Wtedy głos, który tak bardzo starałam się stłumić rozwiązał swoją pętelkę i uciekł mi przez gardło. Jednak nagle ciemność odeszła. Ustąpiła miejsca kolorom. Szarym, ciemnym i brudnym, ale kolorom. Głowa swobodnie upadła mi na prawy bok, a z ust wydobywał się ciężki oddech. Mój wzrok sięgnął obrazu, który również zapamiętam na całe życie. Mój ojciec siedzący na podłodze, oparty o zimny mur, a na jego kolanach głowa kobiety. Oboje patrzyli na mnie ze szklanymi oczami, ale mama wyglądała inaczej. Niby żyła, ale jej ciało zachowywało się zupełnie bezwiednie. Jak trup. Jak nieżywa.
I to mnie zabolało. Nie tortury, nie ból w żołądku, nie brak jedzenia tylko wygląd mojej zmaltretowanej mamy, która nadal z miłością patrzyła na nas obie.
Nie potrafię tego dokładnie opisać, ale jakaś fala gorąca przeszła przez moje ciało. Jakby to ciepło miało przywrócić mi całą siłę. Niewiele pamiętam z tego momentu.
Wiem, że wstałam.
Wiem, że skądś miałam różdżkę w ręku.
Wiem, że Griet śmiała mi się w twarz.
Nie miała różdżki. To ja trzymałam ją w dłoni, a mimo tego nie bała się. Machnęłam nią raz. Nic. Machnęłam raz jeszcze. Nic. Śmiech mojej bliźniaczki rozległ się po pokoju, tym razem głośniej.
"Przesadziłaś Griet." Jak to możliwe, że mogłymy być tak podobne? Te same włosy, oczy, usta, nos, sylwetka. Wszystko miałyśmy wspólne, a była tak inna. Tak zła, tak przeszyta złem. Jednak ta cząstka tkwiła i we mnie. Nienawiść do Griet, za całe cierpienie naszych rodziców skumulowało się na tyle, by trzeci raz różdżka zadziałała.
Błysk.
Zielone światło.
Ciemność.
Śmiech ucichł, ale rozległ się krzyk. To był głos mojej mamy. Był on jeszcze bardziej bolesny od tych, które słyszałam w lochach. Ten dźwięk spowodował, że moja siła odeszła. Ręka puściła różdżkę. Moje nogi, które jeszcze chwilę wcześniej dzielnie podtrzymywały mnie pionowo stały się, jak z gąbki. Upadłam na kolana i ponownie moje kości trzasnęły. Oczy skupione były tylko w jednym punkcie. Na ciele Griet, które od dobrych kilku sekund nie poruszyło się ani razu. Przebierałam nogami i rękami na zmianę przybliżając się do siostry. Leżała bokiem dlatego nie widziałam jej całej. Ręką złapałam ramię dziewczyny i przyciągnęłam w swoją stronę. Cała bezwiednie opadła na plecy, a jej oczy, wciąż otwarte, patrzyły gdzieś w dal, w nicość.
W śmierć.

Po tym wszystkim, co się stało, po rozpaczy mamy, po wymyśleniu przez mojego ojca całego alibi, po zmianie pamięci tego mężczyzny, po powrocie do domu i w końcu po głębokim przemyśleniu - w mojej głowie utworzyło się jedno pytanie, na które nie potrafię odpowiedzieć, ani nie znam odpowiedzi:

Czy zabijając złego człowieka, stajemy się dobrym?

8 komentarzy:

  1. [uwielbiam wszystko co napiszesz, ale to już chyba wiesz <3 Poza tym jest tak baaardzo pięknie i smutno ;< i jeszcze ten podkład ... :3]

    Ianek

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Już wspominałam, że uwielbiam Alice Madness Returns przed wszystkim dzięki ścieżce dźwiękowej, także ogromny ukłon za wybieranie tych melodii pod podkłady, naprawdę milej się czyta.
    To, że mrok i swego rodzaju tajemniczość do mnie przemawiają też już jest jasne, więc po prostu to co napisałaś kocham i wielbię! *.*
    Nie mogę ukryć szczerej nadziei, że Twoje notki będą pojawiały się tutaj znacznie częściej ;>]

    Malfoy

    OdpowiedzUsuń
  3. [Teraz już wiem, skąd się wzięła ta mrrroczność Chan :3 Bardzo ciekawe opowiadanie i podkład do niego też dobry, jak to już wspominano wcześniej :D
    Btw nadal mam nadzieję na wątek ^_^]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Oj, kochana! Uwielbiam tą historie i nawet nie wiesz, jak bardzo wyczekiwałam tej notki. Muzyka tworzy niepowtarzalny klimat, emocji jest na pęczki w każdej linijce i przede wszystkim, dzięki tej notce można bardziej zrozumieć Chan i jej przemiane. Świetna! Pisz takich więcej :)]

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Cudowna notka. Strasznie szybko ją przeczytałam i żałuję, że tak było, bo każde zdanie jest świetne a muzyka dodaje tylko uroku :) ]
    Audrey

    OdpowiedzUsuń
  6. [Jedno wielkie WOW. Czytałam bez podkładu, a mimo to dreszcze jak trzeba. Mroczne historie dobrze napisane podbijają moje serce bardziej niż romansidła, a Twoja notka roztrzęsła mnie wewnętrznie. Jak można zrobić coś takiego własnej rodzinie? Jakaś potworność. Skąd coś takiego w ludziach?
    Muszę wyprowadzić psa, ale po tej historii strach ruszać się z pokoju. Pokłony!
    ALE. Znalazłam kilka błędów. Jestem zbyt leniwa (w przeciwieństwie do Gen haha), żeby znów je wyszukać, ale przejrzyj tekst. Chyba same interpunkcyjne sprawy ;)
    Tak czy inaczej: brawo.]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Kochana, biedna Chan. Szczerze powiedziawszy uważam, że ludzie zdecydowanie zbyt rzadko stawiają sobie to pytanie co ona.
    Jeśli chodzi o samą notkę to robię ładny ukłon w pani stronę. Cudownie się z Tobą wątkuje i również przyjemnie czyta sie Twoje większe dzieła (czyt.notki). Podkład idealnie wsiąknął w atmosferę. Wszędzie ból, cierpienie i smutek. Jeśli mam być szczera to aż mnie oczy naszczypały i miałam ochotę płakać. Wiem, że to wydaje sie naciągane, ale ja nie wzruszam się łatwo przy czytaniu.
    Tak bardzo żałowałam Chan jak tylko zaczęłam z Tobą wątkować, ale teraz. Teraz na prawdę poczułam jej ból, zrozumiałam jej problem. Tak wielki problem zaciążył na małej duszyczce. Zabijanie nigdy nie wydaje się słuszne, tym bardziej jeśli chodzi o rodzinę. Ale lepiej zabić jednego człowieka, czy pozwolić, by on zabił całą masę ( w przypadku Chan - rodziców). Sama często się nad tym zastanawiam :)
    Aż brak mi słów, chciałabym jakoś przekazać mój podziw, by nie wydał się on naciągany, ale nie wiem co powiedzieć. Dlatego jeszcze raz powinszuję tak pięknej notki i uśmiechnę się przyjaźnie :) ]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Huh, uprzedziłaś mnie z notką na temat morderstw, a przecież to to, co nasze dzieci (nie)lubią najbardziej... Także muszę się zmobilizować i też w końcu coś naskrobać. Ben nie może być gorszy niż Chan!
    (to była ta nieskładna część, teraz chyba pora na konkrety)
    Podoba mi się podkład muzyczny, idealnie oddaje charakter notki, zresztą jak przy poprzedniej. Uwielbiam Twój styl, chociaż trochę mnie zdziwiło, skąd nagle Chan miała różdżkę, ale nie będę wnikać, skoro taki był zamysł i nawet ona sama tego nie wie ;) Fragment z patrzeniem w śmierć i ostatnie zdanie są bardzo ładne, dodatkowo puenta notki jest bardzo sugestywna... W tym dobrym tego słowa znaczeniu :)
    Nie wiem, co jeszcze mogłabym dodać, nie powielając opinii poprzedników :D ]

    OdpowiedzUsuń